Monday, 14 September 2015

DUBAI part 1 :)

Hej hej :)
Zapraszam Was na część pierwszą fotorelacji...
z mojego kochanego Dubaju <3
Zdecydowałam podzielić ją na kilka części,
ponieważ mam ok 2000 zdjęć i cięzko mi coś wybrać ;)))
A nie chcę zanudzić jednym postem :)

Gotowa do drogi i ruszam...
cała podróż z Killarney trwa praktycznie cały dzień..
wyprawa pociągiem, autobusem i w końcu samolotem ;)

Gotowa do drogi...




Najgorszy proteinowy shake jaki wżyciu próbowałam 
FUUUUJ :P


Rozrywka w samolocie ;)
Obejrzałam kilka filmów, które już wcześniej widziałąm
i są godne polecenia: FOCUS, SZYBCY i WŚCIEKLI 7
oraz SAN ANDREAS :)





Jedzonko w "emirates"
jest naprawdę "godne" 
mega smaczne :P




Jak wspominałam... w Dubaju już byłam w 2011 
i się w nim zakochałam... tym razem jednak
udało mi się tam zagościć na zdecydowanie dłużej ;)

Tutaj już lotnisko, które robi niesamowite
 wrażenie za każdym razem <3





Pogoda codziennie w granicach 40 - 48 stopni
Odczuwalna blisko 60 ;)
Ale ja jestem ciepłolubna, więc dla mnie to raj :)

45 w dzień ;)


38 w nocy ;)))


Głownym celem podróży miał być skok ze spadochronem
nad Palmą Jumeirah...
niestety ze względu na burzę piaskową się nie odbył :(
Za to zaliczyłam inne atrakcje
a skoczę następnym razem
bo niedługo tam wracam znowu :)))


Do dubaju leciały ze mną jak zwykle w każdą podróż...
witaminy i białko :))
Bo oczywiście trenowane było :)
od siłki nie mam urlopu :P
bo to styl życia, coś co kocham <3


Jedyne co jest troszkę uciążliwe w Emiratach to to, 
iż woda w morzu jest prawie równa temperaturze
powietrza - więc zero orzeźwienia :))










6pack bag bywał codziennie na plaży :)
w Dubaju nie liczyłam kalorii,
bo z założenia miał to być chwilowy odpoczynek
od ścisłej diety, więc po prostu starałam się jeść "zdrowo"
ale nie ograniczałam się, oczywiście w ramach zdrowego rozsądku :)
Kilka konkretnych cheatów było ;)))




JEDZENIOWO...
Oto niektóre potrawy które pochłonęłam :P

na śniadania przeważnie był omlecio,
oczywiście Pan był tak uprzejmy, że przygotowywał
omleta na specjalne zamówienie
z 4 białek i 2 jajek :))
oczywiście z warzywami na ostro ;)


Próbowałam też kilku arabskich potraw,
jednak wolę troszkę inną kuchnię :P


niebo w gębie....
#pecanbon - orgazm dla podniebienia ;)


Yo sushi :)




Sklep Hersheys <3


Zakupiłam syrop sugar free <3


Jednym z obowiązkowych "cheatowych"
przystanków było słynne Paryskie LADUREE


Jedne z Najdroższych i najsłynniejszych makaronów Świata!!


6 sztuk ok 200zł ;)
Ale warte każdej ceny...
po prostu rozpływają się w ustach ahhh <3


Tutaj gościłam prawie codziennie...
Juice Bar <3
Gdzie serwują shake o nazwie BODYBUILDER :)
przepyszny :)
w składzie:
truskawki, banan, mrożony jogurt, siemię lniane :)



Takie cacko wpadło w moje ręce w markecie...
całkiem smaczna :)


Chipsy z batatów...
nie smakowały :P


Tak samo jak mentos z xylitolem :P 
FUJ :P


Kolejny obowiązkowy przystanek to BLUE JADE SUSHI
w Hotelu Ritz Carlton 




Sushi naprawdę pycha <3
a restauracja sama w sobie mega lux :)



Wróżby z ciastek...
"znajdziesz fortune 8lipca"
oraz "Twoj dom jest centrum miłości" <3


Kawa mrożona diet
tylko 60kcal
i naprawdę smaczna :)


i obowiązkowy punkt podróży...
ARMANI HOTEL, który zajduje się w najwyższym 
budynku świata BURJ KHALIFA...


to jest dopiero LUKSUS :)




Jedzenie oraz obsługa na 6!!!
Naprawdę warto!!



Przepyszne koktajle bezalkoholowe ze świeżych owoców 
niebo w gębie <3


Deser ze złotem :)


oraz gifcik prosto od Armaniego :))



a w środku... pyszności :)




Musiałam także spróbować "frog Juice"
który zachwalała Brzezia :)
i udało się odnaleźć
naprawdę pyszny :)


A na lotnisku ostatni cheat...
Moja ukochana MILKA OREO :)


Na dziś to by było tyle :)
Tak wyszło tego mnóstwo :P
Mam nadzieję, że nie zanudziłam :)
W kolejnej części więcej zwiedzania...
Pozdrawiam Was serdecznie

xoxo
KINIA :)




17 comments:

  1. Piękne zdjęcia, ale dla mnie było by stanowczo za gorąco. Lubię ciepełko, ale nie aż takie ;-P

    ReplyDelete
  2. tak tam cudownie! chociaż osobiście nienawidzę upałów :D

    ReplyDelete
    Replies
    1. no cos ty?! to moglabys mieszkac w Irlandii :P ehehe

      Delete
  3. Boskie zdjęcia i niesamowita przygoda :).

    ReplyDelete
  4. zupełnie inny świat! mam nadzieję, że konkretnie wypoczęłaś i naładowałaś tam akumulatory! czekam z niecierpliwością na kolejną porcję zdjęć :)

    ReplyDelete
  5. Aaaa czekałam na tego posta <3 arabskie żarełko też nie w moim stylu :) chciałam wlaśnie pisać, że lipa, że nie poleciłam Ci restauracji Armaniego, a tu niespodzianka na koniec posta :) widzę, że wakacje udane, czekam na część drugą <3 mój holiday nadchodzi za tydzień, a potem ze 4 dni wolnego w Dublinie :)

    ReplyDelete
    Replies
    1. hehehe taaak Armani byl na liscie ;)))
      no to endżojuj się kochana ;)
      kurcze ja w Dublinie dopiero koncem pazdziernika ;)
      ciągle sie mijamy ;)

      Delete
    2. No, szkoda, szkoda :( będę jeszcze w listopadzie i na święta w grudniu, a od lutego/marca już na stałe także damy radę ! :)

      Delete
  6. ale smakowitości:) pycha, Dubai to też moje marzenie ale bardzo odległe.

    ReplyDelete
    Replies
    1. marzenie trzeba zmienic w cel :) i na pewno predzej czy pozniej go zrealizujesz ;)

      Delete